\  Różności \  0 komentarzy

Kuba a cyfrowa transformacja

Zacznę dość banalnie – Kuba to wspaniałe miejsce. Piszę to oczywiście z perspektywy turysty, który spędził tam niecałe dwa tygodnie i z uwagą obserwował życie na tej niesamowitej wyspie. Kuba jest jednak zaiste wyjątkowa! Z kilku powodów J

Każdy kto odwiedzi Kubę, a ma te 40 lat lub więcej p-bnie poczuje swoiste deja-vu PRLu. Wspomnienia dawnych czasów wracają z szybkością flashbacka. Na ulicach nie widać sklepów, a jeśli są, to są głęboko ukryte, bez brandingu, reklamy czy innych potykaczy z promocjami. Na ulicach widać auta które pamiętamy z PRLu,  nie ma sklepów, banków czy innych kiosków. Są za to ludzie, którzy serdecznie, niczym na PRLowskich imprezach imieninowych, świetnie się bawią czerpiąc radość z „tu i teraz” a nie „było lub będzie”.

 

Centralne sterowanie i brak konkurencji oznacza też .. wybitnie ekologiczne podejście do życia mieszkańców wyspy. Na Kubie nie ma śmieci – bo nie ma z czego ich robić – nie ma plastikowych worków, nie ma kartonowych opakowań, nie ma puszek, pudełek i innych wspomagaczy produktu. W sklepie towary podaje się w możliwie minimalistycznej formie – powiedzielibyśmy nowoczesnym językiem – content is the king! Notabene, teraz to odniesienie do wspomnień z Kuby doprowadza mnie do szału ilekroć muszę wrzucić do śmietnika całą masę zawijaczy łososiów, serków czy wędliny. Człowiek na własnej skórze czuje ile marnotrastwa kryje się za tym współczesnym, komercyjnym i kolorowym światem. To dość ważna obserwacja, choć niewiele wnosząca….

Obserwacja trzecia – Kuba to najwspanialsze miejsce na ziemi dla wielbicieli amerykańskiej motoryzacji z lat 40-60. Osobiście, zakochuję się w każdym samochodzie choć odrobine przypominającym Christine, a więc Plymoutha Fury rocznik 56, co oznacza, że mój pobyt na tej wspaniałej wyspie to nieustanne pasmo wzruszeń i złamań serca, lub myślenia po polsku a więc „jak tu skombinować fracht takiego auta do Gdyni” (Polak – chyba – potrafi). Co jednak ciekawe – a co nie wiadomo powszechnie – na Kubie działa jednak kwintesencja współczesności, którą określam jako (moje autorskie, oryginalne powiedzenie) gospodarka dobrego wrażenia. Otóż auta wyglądają cudownie – … lakier świeży, piękny, jakiego nigdy nie znajdziemy w palecie aut spod znaku Forscriit durch technik czy innych wypasionych marek.

Lakier nie jest oczywiście oryginalny, nie jest też kubański – to wspaniały produkt sprowadzany z Miami, a więc namiastka oryginału. Gorzej z „organami” tych samochodów –  w środku stare silniki już dawno zastąpiono tymi od Kamazów, Wołg czy innych Ład. Podobnie ze skrzyniami biegów – ot można się spotkać z automatyczną skrzynią Hyundaia 🙂 Tak – tutaj znów przypomina się PRL – też byliśmy bardzo kreatywni i przedsiębiorczy.

 

Do rzeczy, o tym Internecie chciałem napisać, ale też o tej przedsiębiorczości.

Otóż na Kubie nie widziałem kolejek do lokalnych sklepów – nie było też kolejek do ichniejszych „Pewexów”, ale były kolejki do jednego typu miejsc – naprawdę długie kolejki – do kubańskiej „Telekomunikacji” w której to wybranych oddziałach, w wybrane dni i godziny można było  zaopatrzyć się w …karty zdrapki dające szansę na dostęp do Internetu! Tak, WiFi to jedyna dostępna technologia internetowa, acz mocno ograniczona (nie mamy np. możliwości korzystania ze Skype’a  czy większości innych komunikatorów – ponoć Kubańczycy wykorzystują komunikator chiński, który działa w oparciu o inne protokoły transmisji, omijające ograniczenia lokalne). Karty są dość drogie – z tego co pamiętam godzinny dostęp do sieci to około 17sta część miesięcznej oficjalnej pensji Kubańczyka, a więc fortuna. Karty są jednak niezbędne do bieżącej komunikacji z rodziną w USA, bez której ten kraj już dawno by się rozleciał.

Nadajniki WiFi są umiejscowione w wybranych miejscach miasta, przykładowo, w Cieu Fuegos  było tylko jedno miejsce w okolicach rynku gdzie z Internetu można było próbować skorzystać. Celowo piszę próbować, gdyż jakość sygnału jest często bardzo słaba. Ale  – przedsiębiorczość głupcze! Na bazie słabej jakości sygnału, „wybrani” Kubańczycy z laptopami zbudowali sobie całkiem intratne interesy. Widać na załączonym zdjęciu, że obywatele żądni kontaktu z cyberprzestrzenią kumulują się w jednym miejscu na rynku – nie jest ono przypadkowe – na ławce siedzi pewien jegomość, który dzięki swojemu sprzętowi wzmacnia sygnał i go dalej udostępnia osobom stojącym w pobliżu. Oczywiście  ten „sygnał na sterydach” nie jest za darmo – należy jegomościowi dodatkową opłatę uiścić. Potrzeba matką wynalazku!

 

Dla odpornych na Internet – nadal można skorzystać ze zwykłych telefonów – jednak jak widać nie jest to takie proste..

 

I na koniec – bardzo polecam 10 godzinny serial na Netflixie pod tytułem the Cuba Libre Story. To wspaniały dokument, który opowiada historię gorącej wyspy. Absolute must dla każdego kto się tam wybiera, lub po prostu chce wiedzieć więcej o Kubie. A propos współczesności, fascynujące jest to, jak wieją wiatry historii – gdy kilkanaście wyczerpanych osób pod wodzą lidera, który wiedział co to potęga mediów potrafiło radykalnie zmienić nie tylko sam kraj wielkości Polski, ale też w konsekwencji zachwiać całym systemem geopolitycznym na świecie (Fidel – Santa X – New York Times). Never underestimate the power of media and …. (crazy) leaders.

Kto się chce wybrać – służę paroma radami – zapraszam na priv. Kuba to moim zdaniem „must”. W 2018 roku Raul Castro oddaje władze, co nie wiadomo co tak naprawdę oznacza – radykalne otwarcie się na Stany Zjednoczone czy dalszą kontynuację „linii rewolucji”, pod okiem dokładnie wybranego sukcesora. W tym pierwszym przypadku, Kuba – ze względu na swoją geograficzną i krajobrazową wspaniałość może w 2 lata stać się Hawajami – z tą różnicą że w odległości 30 minut lotu z Miami… Obserwując ludzi nie ma się jednak wrażenia, że marzą o tym by być kolejnym stanem krainy mlekiem i miodem płynącej (ironia oczywiście).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *